

Asia na Politechnice
To nic tylko Ukochana Moja
W mrocznej otchłani
Czyż jest powód, aby ona
W tak strasznym miejscu była?
Poli-ściany zimnymi są
A dusze wyją z bólu
Łatwo tam drogę
Jedynie ślepy odnajdzie
To istna droga mądrości
Lecz dla głupców jedynie
Któż zna mroczne sekrety
Tam wykładających
Przyczynę uśmieszków
Ich twarze wykrzywiających
I płaczę nad Asieńką co noc
Nad losem jej przeklętym
A księżyc w pełni
Rozświetla me srebrne łzy
Lecz dnia pewnego
Wyrwie się Ona
Z poli-paszczy
Wprost w me ramiona
Które Ją pochłoną
Na zawsze...
Andrzej Zdebik - 6 IV 2005r.
